Chowam bezwiednie do zmyślonej teczki Moje codzienne drobne smuteczki I choć wiem że zawsze przecież są te same Jednak z maniackim uporem ponownie chowane Zmyśliłem drugą teczkę do tego By czasem przechować też coś wesołego Ta pierwsza z nadmiaru przyjmować się wzbrania Ta druga wciąż pusta nic nie mam do schowania O jakby to sprawiedliwie i pięknie wyglądało Gdyby każdemu radości i smutków po równo przypadło Lecz to utopia i nie ziści się nigdy o nie Wymyśliłem więc trzecią teczkę i do niej schowałem te dwie
|